Jeden dzień w szwedzkiej Pszczynie – Halmstad

Szwecja

Wraz z nadejściem cieplejszych dni postanowiłam, że w końcu nadszedł czas, by opuścić Götebörg i przekonać się, co więcej do zaoferowania ma południowa Szwecja. Od przeprowadzki, poza krótkim wypadem do Sztokholmu i wizytą w Polsce, nie miałam okazji, by wyściubić nos gdzieś dalej. Wcześniejszy półroczny pobyt i inne podróże do Szwecji, ograniczały się głównie do Småland i stolicy, więc nie mogę się doczekać odkrywania innych zakątków mojego nowego domu. Tym razem wybór padł na Halmstad; nie mam samochodu, a można dostać się tam w relatywnie krótkim czasie autobusem. Do tego rekomendacje osób z pracy i bilet za 7,90 EUR w jedną stronę – nie musiałam się długo zastanawiać.

Tutaj też mogę napisać, o mojej małej wpadce przy rezerwacji biletów na stronie Flixbus – zamiast Halmstad wpisałam niemiecki Helmsted. Po chwili konsternacji, dlaczego bilet kosztuje ponad 50 euro, dotarło do mnie, co najlepszego zrobiłam. Helmsted to zapewne urocze miasto, ale trwającą ponad 17 godzin podróż autobusową do Niemiec zostawię na inną okazję.

***

Gdy w sobotni poranek wysiadłam na dworcu w Halmstad, moim pierwszym skojarzeniem była polska Pszczyna. Nie wiem, na ile to skojarzenie jest trafne, ale budynek dworca i jego zielona okolica obudziły we mnie wspomnienia. W Halmstad powitała mnie piękna wiosna i kwitnące na każdym kroku tulipany. Przy takiej ilości tych kwiatów i rowerów można chwilami zapomnieć, że jest się w Szwecji, a nie w Holandii

Zamek Halmstad
Drzwi do starego domu w Halmstad

Po 5 pierwszych minutach wysłałam do chłopaka kilka pełnych zachwytów wiadomości “o matko, jak tu pięknie i spokojnie, i zielono”, a po 20 minutach doszłam do wniosku, że mogłabym tutaj zamieszkać. Godzina plątania się po małych uliczkach, wizyta w parku pełnym biegaczy, miłośników psów, dzieci grających w golfa, a do tego jeszcze grupa kobiet wiosłujących na deskach po rzece Nissan – zaczęłam się zastanawiać, czy z nimi wszystkimi jest wszystko w porządku? Życie tak idealne i aktywne rodem z serialu“Gotowe na wszystko” lub filmu “Żony ze Strepford”, chociaż ciężko podejrzewać Johanssonów i Svenssonów o aż takie intrygi.

Halmstad nie jest dużym miastem, liczy według ok. 70 tysięcy mieszkańców, więc nie ma, co liczyć na ogrom turystycznych atrakcji, jednak w mojej opinii ma w sobie sporo uroku. Według TripadvisorHalmstad to idealne miejsce dla podróżnych, którzy lubią się zrelaksować na plaży i pograć w golfa, jednak nie stronią od doznań kulturalnych.” Faktycznie, takiego zagęszczenia pól golfowych jeszcze nie miałam okazji zobaczyć i można dlatego właśnie miasto kojarzy mi się z Pszczyną, tam też jest sporo zieleni i pól golfowych.

Zamek Halmstad wygląda całkiem imponująco i naprawdę ładnie, zwłaszcza gdy podziwia się go z drugiej strony rzeki Nissan.

Początkowo planowałam tutaj spędzić dwa dni z noclegiem, ale ostatecznie ograniczyłam wypad do jednego dnia i wydaje mi się, że taka pobyt był „w sam raz”. Miasto jest idealne na piesze zwiedzanie, więc korzystanie z komunikacji miejskiej ograniczyłam tylko do podróży na plażę w Tylösand (osobny wpis).

Szkoda, ze pod koniec dnia niebo zasnuło się chmurami i niestety, zdjęcia nie są już tak kolorowe jak ta zrobione w idealny wiosenny poranek.

Dworzec w Halmstad, Szwecja

Gdzie zjeść w Halmstad?

Przed wyjazdem sprawdziłam, jak się sprawy mają z wegańskimi i wegetariańskimi restauracjami w Halmstad. Aplikacja HappyCow pokazała, że w mieście działa tylko jedna typowo wegańska restauracja – Roots.

Roots to wegański bar i restauracja w jednym, w samym w centrum miasta. Odnalezienie tej miejscówki przy pomocy Google Maps zajęło mi troczę czasu i musiałam poprosić o pomoc przypadkowego przechodnia. Mało spostrzegawcze osoby mogą przeoczyć schody, po których trzeba się wspiąć na mury, by trafić do Roots. Dzięki temu jednak restauracja ma całkiem fajny ogródek z przyjemnym widokiem na miasto.

Do wyboru wegańskie dania inspirowane kuchnią z Ameryki Południowej. Menu dostępne jest tylko w języku szwedzkim, ale przy wyborze można liczyć na naprawdę miłą obsługę. Do tego bogata oferta napojów i drinków. Zdecydowałam się na świeże springrollsy z sosem z orzeszków ziemnych, fuzja smaków Ameryki Południowej i kuchni Azji Południowo-Wschodniej. Sos z orzeszków był równie ostry, jak ten serwowany w Wietnamie.

Fajne miejsce nie tylko dla wegan i wegetarian, choćby dla samej atmosfery i fajnego ogródka. Szkoda, że nie mam takiej restauracji w Göteborgu.

Adres: Tyghusgatan 10, Halmstad

Przydatne informacje i odnośniki:

Profil resturacji Roots w HappyCow

Bilet autobusowy do Halmstad zakupiłam na stronie Flixbus. Cena biletu do Halmstad waha się od 7,90 EUR do 10,90 EUR w jedna stronę z Göteborga. Łącznię zapłaciłam 164 SEK

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o